Rozwiń język: pl
 
 
Senat Rzeczypospolitej Polskiej

Wydarzenia

Senator J. Rulewski: najwyższy czas na debatę o zmianie systemu alimentacyjnego

Foto Michał Józefaciuk

Rozmowa z senatorem Janem Rulewskim

W miniony wtorek, 25 lipca br. w Senacie odbyło się posiedzenie Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej poświęcone propozycji zmiany systemu alimentacyjnego w Polsce. Założenia do reformy tego systemu opracował senator Jan Rulewski. Jego zdaniem Państwo musi być bardziej aktywne wobec obywateli, którzy unikają wywiązywania się ze swoich  obowiązków. W ocenie senatora konieczna jest zmiana filozofii całego systemu. Senator wskazuje, że na świecie działają systemy, które są skuteczne i warto z nich skorzystać. J. Rulewski proponuje zmianę obecnego systemu sądowo-komorniczego na system administracyjny z asekuracją sądową.

- Dlaczego zmiany są konieczne?

- Bo obecny system jest zupełnie niewydolny i kosztowny. To państwo w dużej mierze przejmuje obowiązek alimentacyjny, a  to oznacza, że my wszyscy, podatnicy płacimy za nieodpowiedzialnych obywateli. Z funduszu alimentacyjnego miesięcznie wypłaca się alimenty dla 307 tysięcy dzieci. W ub.r. z tego funduszu wypłacono blisko 1,5 miliarda złotych. Choć teoretycznie pieniądze te podlegają zwrotowi, przez osoby zobowiązane do alimentacji to ściągalność tego długu waha się na poziomie 13 proc. i w praktyce dług  „alimenciarzy” wobec budżetu państwa wynosi już ponad 10 mld. zł. Do tych kosztów dochodzą koszty całego systemu: obsługi funduszu, rozpraw sądowych, komorników, działań policji itd. Trzeba coś w tej sprawie zrobić, bo dług rośnie i państwo sobie z tym w końcu nie poradzi. 

- To są powody finansowe, czy są też inne przesłanki  tej reformy?

- Najczęściej w sprawie alimentów orzekają sądy, choć możliwa jest pozasądowa ugoda w tej sprawie. W polskich sądach toczy się rocznie 80 do 100 tys. takich spraw. Sprawy trwają od pół roku do dwóch lat. Państwo przejmuje obowiązek alimentacyjny za nieodpowiedzialnych obywateli po dwóch miesiącach nieskutecznych działań komorniczych, ale dotyczy to tylko tych rodzin, które mają bardzo niskie dochody, a i ta pomoc nie zapewnia minimum egzystencji wielu dzieciom. Ten system rodzi strefy wykluczenia dzieci, poszerza szarą strefę na rynku pracy, sprzyja ucieczce dłużników za granicę. Reforma potrzebna jest także dlatego, że trzeba skończyć ze społecznym przyzwoleniem na niewywiązywanie się z obowiązku alimentacyjnego i wreszcie dłużnicy uchylający się od płacenia powinni mieć przekonanie o nieuchronności kary.

- Co Pan proponuje ?

- Proponuję dwie ścieżki. Jedną - umiarkowaną, polegającą na usprawnieniu obecnego systemu sądowo-komorniczego. Polegałoby to na skróceniu postępowania o wydanie postanowienia sądowego o wysokości alimentów m.in. poprzez wprowadzenie gotowego formularza pozwu o alimenty, umożliwienie sądom korzystania z bazy danych pomocy społecznej, ZUS, KRUS, urzędu skarbowego, stosowanie uproszczonego i przyspieszonego postępowania karnego wobec osób uchylających się od płacenia alimentów, stworzenie większych możliwości zawarcia ugody przed mediatorem w urzędzie.

- A druga ścieżka?

- Drugie rozwiązanie jest radykalne. Proponuję zastąpienie systemu sądowo-komorniczego systemem administracyjnym z asekuracją sądową. Ten system miałby się opierać na porozumieniu zawartym między rodzicami. Promotorem tego porozumienia byłby urzędnik związany z funduszem alimentacyjnym, pracujący w gminie. Urzędnik na wniosek rodzica uruchamiałby taki proces porozumienia. Byłby on krótszy i mniej kosztowny niż proces sądowy. Gmina, w przeciwieństwie do sądu, ma informacje o miejscowym rynku pracy, o zatrudnieniu, o miejscu pobytu dłużnika, bo  ma dostęp do informacji z Urzędów Pracy, z pomocy społecznej, ma dostęp do bazy meldunkowej, prowadzi wywiady środowiskowe. W obecnym systemie to sąd musi przeprowadzić drogie i długotrwałe dochodzenie dowodowe.

- Jeśli na dłużnikach wrażenia nie robi wyrok i wezwanie sądowe, kara więzienia to czy będą skłonni do zawarcia dobrowolnego porozumienia?

- Stwarzamy szansę osobie zobowiązanej do płacenia alimentów, by mogła uniknąć drogi sądowej. Urzędnik pomoże, doradzi, podpowie jak np. rozłożyć na raty zadłużenie, poinformuje o możliwości częściowej spłaty długu. Bo często jest tak, że ludzie po prostu pogubili się i sami nie potrafią wyjść z kryzysu. Dotyczy to nie tylko osób ubogich, nieprzystosowanych społecznie, ale czasami biznesmenów, którzy nagle stracili majątek.  Porozumienie jest elastyczne, uwzględnia możliwości zarobkowe. Wyobrażam sobie, że łatwiej będzie wyegzekwować alimenty od rolników, którym trudno udowodnić dochody. Będą oni np. mogli przepisać część nieruchomości na dziecko. Ale największą korzyścią, nie do przecenienia płynącą z dogadania się rodziców mogą być kontakty z dzieckiem. Alternatywą oczywiście pozostaje droga sądowa.

- Jakie narzędzia potrzebne są do tego, by możliwe były takie rozwiązania?

- Wadą obecnego systemu jest brak kompleksowej informacji o układzie rodzinnym, o miejscu pobytu

dłużnika. Najwięcej takich informacji ma gmina. Istnieje bowiem baza „empatia”, która teraz służy głównie sprawozdawczości. Nie ma w niej jednak rejestru dłużników alimentacyjnych. Żeby urzędnik nie był kolejnym sędzią i nie ścigał się z sądami na pisanie i doręczanie pism dłużnikom proponuję wzbogacić i zmodyfikować bazę „empatia”  o platformę alimentacyjną, do której wszyscy zainteresowani  mieliby dostęp - rodzice, urzędnik, urząd i w tej bazie zamieszczać wszelkie informacje;  np. saldo wpłat, zaległości, utratę pracy, dane o sytuacji dziecka, dane o transakcjach, o procesie egzekucyjnym, o obrocie nieruchomościami. Chodzi o zmianę filozofii systemu. Bo uchylanie się od obowiązku alimentacyjnego jest zjawiskiem  narastającym. Bardzo trudno skłonić strony do rozmowy, gdy nienawidzą się, nie przyjmują do wiadomości, że jest dziecko, ale muszą mieć świadomość, że jest prawo. Prawo, które może nie dziś, ani nie jutro, ale być może za 5 lat dopadnie dłużnika.

- Proponuje Pan, żeby rozmowa i porozumienie było podstawą nowego systemu alimentacyjnego?

 -Rozmowa w obecności osoby trzeciej często jest łatwiejsza.  Dłużnik, zdając sobie sprawę z nieuchronności wymiaru sprawiedliwości chętniej przystanie na porozumienie. Można nawet myśleć o innych formach alimentacji; zabezpieczeniu przyszłości dziecka udziałem, stypendium na przyszłe kształcenie.  Jak wspomniałem mamy w społeczeństwie do czynienia z tolerancją wobec dłużników alimentacyjnych. Można, a nawet trzeba przeciwdziałać temu zjawisku - wprowadzić solidarne ponoszenie ciężarów przez tych wszystkich, którzy wiedzą o uchylaniu się od tego obowiązku dłużnika i pomagają mu.  Np. pracodawcę, który pomaga dłużnikowi w ukrywaniu dochodów obciążyć solidarnie spłatą. Informacje na ten temat ma np. Państwowa Inspekcja Pracy. Pracodawcę, który zatrudnia na czarno lub w szarej strefie dłużnika alimentacyjnego należałoby zgłosić do bazy „empatia”  i wystąpić wobec niego  z roszczeniem. Taki pracodawca byłby informowany, że ma konflikt z prawem, że łamie konstytucję, bo to konstytucyjny obowiązek państwa - ochrona  rodziny i państwo nie może być w takich sytuacjach bezczynne. Państwo nie może być słabe, zwłaszcza, że płaci za dłużników alimenty. Podobnie należałoby postępować z krewnymi dłużnika, którzy pomagają mu ukrywać majątek.  Proponowałbym ponadto, by wobec dłużników alimentacyjnych obowiązywałzakaz pełnienia funkcji urzędnika publicznego, funkcjonariusza ,wybieralnych przedstawicieli władz, uprawiania zawodów zaufania publicznego. Zakaz ten może być  negatywną przesłanką do  pełnienia funkcji w partiach ,stowarzyszeniach i innych organizacjach społecznych.

- Co jeszcze proponuje Pan w tym nowym systemie?

 - Obecnie za dłużników płaci budżet państwa, bo fundusz alimentacyjny to nic innego jak zapis w budżecie. Dlatego należałoby funduszowi dać osobowość prawną. Wówczas fundusz mógłby współpracować z gminą. Obecnie daje gminom pieniądze. Ale urzędnicy nie mają motywacji do działania. Należałoby zainteresować urzędników, by byli w tych sprawach bardziej aktywni. 

Dłużnicy wobec budżetu państwa, a zwłaszcza wobec swoich dzieci powinni wiedzieć, że znajdą się w sieci, że o  każdym  ich ruchu będą wiedzieli jego wierzyciele. Od tego powinna rozpocząć się walka z przymykaniem oczu na dłużników państwa.

Gdyby baza „empatia” stała się platformą, gdzie każda informacja byłaby zapisywana jestem przekonany, że kondycja funduszu alimentacyjnego byłaby lepsza . Taki system działa w Wielkiej Brytanii, w Danii  i sprawdza się.  Jeśli urzędnik wezwie do porozumienia i to wezwanie pozostanie bez odpowiedzi  pozostaje droga sądowa. Tyle, że  sąd będzie miał już gotową dokumentację. I to byłby rezultat minimum tej reformy.  Jestem przekonany, że nieuchronność kary i wyroku i tego, że jestem w sieci i strony zainteresowane o mnie wszystko wiedzą,  nikt nie poda mi ręki – to musi zadziałać

- To może być trudne zważywszy na ochronę danych osobowych.

- Ale te informacje będą dotyczyły tylko dłużników państwa. Skoro państwo płaci za niech alimenty, to ma prawo o nich wszystko wiedzieć. Reasumując ludzie wolą sprawy załatwiać ugodowo, nie wchodzić w konflikty.  Gmina będzie miała motywację do działania, bo fundusz alimentacyjny dostanie osobowość prawną. Gmina będzie mogła zawierać umowy  z firmami windykacyjnymi.  Mamy do czynienia z epidemią, którą można nazwać „rozwód z dzieckiem”. Niektórzy mężczyźni, jeszcze zanim dziecko się urodzi, chcą je wytrzeć ze swojej świadomości. Temu zjawisku sprzyjają zmiany w obyczajowości, wolne związki, rozwody i słabość państwa w egzekwowaniu konstytucyjnych obowiązków. Rezultatem jest 1 mln dzieci pozbawionych alimentów lub alimentowanych nie w pełni.  Dlatego czas najwyższy na debatę o zmianie systemu alimentacyjnego.

 

realizacja: Ideo powered by: CMS Edito