SenatRzeczypospolitejPolskiej

Szukaj w:

Przegląd prasy

20-04-2012, „Dziennik Gazeta Prawna”, str. 6/Gazeta Prawna, „W urzędach i szkołach bez zwolnień za wiek”, Artur Radwan

Rząd wydłuża wiek emerytalny wszystkim do 67 lat. Krytykowane rozwiązanie oznacza jednak korzystne rezultaty dla osób, które chcą popracować dłużej niż do emerytury. Taką możliwość zyskają m.in. urzędnicy mianowani administracji rządowej i pracownicy urzędów państwowych oraz nauczyciele. Obecnie przepisy wbrew orzecznictwu sądów dopuszczają, aby dyrektorzy generalni zwalniali ich po osiągnięciu 65 lat. Wśród członków rządu pojawiają się jednak sprzeciwy. Premier zapowiedział, że zmiany znoszące możliwość zwalniania za wiek i tak wejdą w życie. Narawdopodobniej zostaną wprowadzone jednak w odrębnej ustawie niż ta, która wydłuża wiek emerytalny.

Administracja rządowa jest obsługiwana przez korpus służby cywilnej. W jego skład wchodzą pracownicy i urzędnicy mianowani. Ci ostatni mogą być zwalniani po ukończeniu 65 lat i nabyciu prawa do emerytury. Zgodnie z rządowym projektem nie będzie już zwolnień za wiek. Rząd miał jeszcze inną alternatywę. Pozostawienie tego rozwiązania i wydłużenie wymaganego wieku do zwolnienia z 65 do 67 lat. - Obecne regulacje w tym względzie nie znajdują uzasadnienia i powinny zostać zmienione - mówi Wojciech Zieliński, zastępca dyrektora departamentu służby cywilnej w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Jego zdaniem,do dyskusji i dalszych analiz pozostaje kwestia, czy zmiana powinna być dokonana poprzez usunięcie tego przepisu czy też jego modyfikację.

Podobnego zdania, przynajmniej oficjalnie, są dyrektorzy generalni. - Przepis dotyczący zwolnień ze względu na wiek jest wygodny dla tych szefów, którzy uciekają od rzetelnej weryfikacji pracowników przeznaczonych do zwolnienia - mówi Wiesława Chojnacka, dyrektor generalny Ministerstwa Sprawiedliwości. Zaznacza jednak, że urzędnicy mianowani podlegają szczególnej ochronie przed zwolnieniem i dlatego część pracodawców się ich obawia.

Zwalniać za wiek nie będą również szefowie innych urzędów państwowych, które są poza służbą cywilną. Należą do nich m.in. kancelarie Sejmu i Senatu. - Mianowań w urzędach państwowych nie ma już od kilku lat, ale takie osoby wciąż pracują. Dla porządku prawnego nie powinno być tak, że osoby w tym samym wieku i na podobnych stanowiskach mogą być zwalnianie, a inne nie - mówi Roman Kapeliński, dyrektor biura legislacyjnego Senatu RP. Konstytucjonaliści jednak nie dopatrują się niezgodności z ustawą zasadniczą obecnych rozwiązań. - Uchylenie przepisów o możliwości zwalniania po osiągnięciu wieku emerytalnego nie załatwia sprawy. Trzeba określić, czy urzędnik mianowany może być z tego powodu zwalniany, czy też nie - mówi prof. Piotr Winczorek, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem, ustawy pragmatyczne dopuszczają takie rozwiązanie w przypadku niektórych zawodów. Trzeba też pamiętać, że osiągnięcie wieku emerytalnego nie może być głównym powodem zwolnienia pracownika. Już trzy lata temu potwierdził to Sąd Najwyższy.

19-04-2012, „Puls Biznesu”, str. 11, „Senat idzie na odsiecz firmom”, Jarosław Królak

 Senatorowie z pomocą organizacji biznesowych chcą wyciąć najbardziej represyjne wobec firm przepisy karne. Przedsiębiorcy zyskali silnego sojusznika w walce ze zbyt restrykcyjnymi regulacjami prawnymi. Rękę do biznesu wyciągnęli senatorowie z senackiej komisji gospodarki narodowej. Wczoraj naradzali się z przedstawicielami środowisk gospodarczych nad zmianami, które chroniłyby przedsiębiorców przed opresjami ze strony wymiaru sprawiedliwości.
- Najwyższy czas położyć kres wielu złym regulacjom, które bezzasadnie niszczą firmy, a tym samym miejsca pracy. Na zbytniej surowości prawa tracą wszyscy, także państwo. Naszym celem jest stworzenie propozycji zmian prawnych w porozumieniu z przedsiębiorcami, rządem, prokuraturą i rzecznikiem praw obywatelskich - mówi Marek Ziółkowski, przewodniczący senackiej komisji.

Ta inicjatywa ma realne szanse na sukces, ponieważ wsparcie reformatorów zapowiedzieli przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości i prokuratora generalnego. - Przepisy karne dotyczące przedsiębiorców są rozrzucone w ponad 100 ustawach. Wiele z nich nie ma racji bytu. Widzimy konieczność wyeliminowania niektórych przestępstw oraz zmniejszenia kar za wiele innych. Zaproponowaliśmy już pewne zmiany, które są konsultowane. Chętnie też wspomożemy senacką komisję - mówi Grzegorz Wałejko, wiceminister sprawiedliwości.

Prokuratura twierdzi, że ze śledztwami nie jest jeszcze tak źle, ale będzie współpracować przy reformie. - W 2011 r. na 14 tys. wszczętych postępowań dotyczących przestępstw gospodarczych sądy uniewinniły tylko 149 oskarżonych. To dowodzi, że prokuratura dobrze wypełnia swe obowiązki. W tamtym roku sądy przyznały odszkodowania za niesłuszny areszt tylko dwóm osobom. Mimo to możemy zgodzić się np. na zlikwidowanie wobec przedsiębiorców środka karnego w postaci zakazu opuszczania kraju i umożliwienie ubiegania się o odszkodowanie niesłusznie oskarżonym biznesmenom - mówi Sławomir Górnicki z Prokuratury Generalnej.

Co się uda zmienić? Okaże się w trakcie prac komisji. Organizacje biznesowe przedstawiły wiele propozycji. Pracodawcy RP apelują m.in. o przyspieszenie rozpatrywania procesów gospodarczych, obniżenie kosztów sądowych, usprawnienie procedury odzyskiwania długów, odebranie fiskusowi możliwości przewlekania w nieskończoność postępowań podatkowych, eliminację obowiązku przedstawiania zaświadczeń o niekaralności np. przy startowaniu w przetargach.- Organa skarbowe mają tak dużą władzę, że mogą zniszczyć każdego podatnika. Postulujemy także wprowadzenie ustawowej odpowiedzialności organu państwowego, który doprowadzi do bankructwa firmy - mówi Marek Isański, ekspert Pracodawców RP. Najważniejszą propozycją PKPP Lewiatan jest wyrzucenie z kodeksu karnego przestępstwa narażenia spółki na znaczną szkodę majątkową.
 

03-04-2012, „Nasz Dziennik”, str. 6, „Jakie zmiany w Konstytucji”, Zenon Baranowski

W Ustawie Zasadniczej warto dokonać zmian dotyczących działania parlamentu czy Trybunału Konstytucyjnego - uważa konstytucjonalista prof. Marek Chmaj. - Idealnej konstytucji nie ma - stwierdził prof. Chmaj (Uniwersytet Warmińsko-Mazurski), uczestnik konferencji "Konstytucja jako fundament państwa prawa", która odbyła się w Senacie. Prawnik stwierdził jednak, że konstytucjonaliści w większości pozytywnie oceniają funkcjonowanie Konstytucji z 1997 roku. - Obecna Konstytucja działa prawidłowo, nie było większych kryzysów politycznych. I potwierdziła swoją przydatność w momentach kryzysu, np. po katastrofie smoleńskiej - ocenia konstytucjonalista. Zaznacza jednak, że warto dokonać w niej pewnych, nawet istotnych zmian, dotyczących funkcjonowania poszczególnych organów.                                                                                                                            

Za zmianami w Konstytucji opowiedziało się kilka dni temu Prawo i Sprawiedliwość. Poseł Kazimierz Ujazdowski (PiS) ocenił, że obecnie obowiązująca Ustawa Zasadnicza jest "aktem doraźnym" i "niesie ze sobą wszystkie wady transformacji lat 90. - nieufność wobec państwa, korporatyzację, nieufność wobec obywatela". - My mamy system władzy zablokowanej. Każda z władz jest zablokowana. Władza wykonawcza jest pomyślana tak, by niemożliwe było efektywne działanie. Kontrola parlamentarna jest iluzoryczna, a suwerenowi się nie ufa - uważa poseł. Prezes PiS Jarosław Kaczyński jako miejsce koniecznych zmian wskazuje Trybunał Konstytucyjny, którego orzecznictwo - jak ocenił - "sprzyja podtrzymywaniu tego, co w naszym życiu społecznym powinno być zmienione".

Profesor Chmaj wskazuje, że zgłasza się projekty ograniczenia liczby posłów nawet o połowę. W ocenie prawnika, tą właśnie drogą należy pójść, ponieważ status posła nie jest zbyt prestiżowy. Przyniosłoby to oszczędności, a można by również podnieść uposażenia parlamentarzystom. Konstytucjonalista uważa także, że należy zredukować liczbę senatorów, "może do 70-60". Inne projekty zasługujące na uwzględnienie to rozgraniczenie kadencji Senatu od kadencji Sejmu i wzmocnienie funkcji konstytucyjnych Senatu, jak np. zwiększenie opieki nad Polonią. Należy także rozważyć "pozycję ustrojową prezydenta". - Nasz system zmierza ku systemowi kanclerskiemu - podkreśla Marek Chmaj. I dodaje, że może prezydenta powinno wybierać Zgromadzenie Narodowe. Właściwe byłoby też rozdzielenie Trybunatu Konstytucyjnego na dwie izby i podjęcie reformy usytuowania Trybunału Stanu, ponieważ w tej chwili "odpowiedzialność konstytucyjna jest fikcją". Chmaj opowiada się ponadto za ograniczeniem progu w referendum do 30 proc. oraz przyjęciem zmian dotyczących naszego członkostwa w Unii Europejskiej.

 

09-03-2012, „Dziennik Gazeta Prawna”, str. 11/Gazeta Prawna, „Adwokaci: rząd nam wbija nóż w plecy”, Małgorzata Kryszkiewicz

Zaczyna się batalia o deregulację. Korporacje prawnicze są oburzone planami skrócenia aplikacji. Skrócenie okresu aplikacji z trzech lat i sześciu miesięcy do dwóch lat oraz otwarcie pozaaplikacyjnej ścieżki dojścia do zawodu adwokata i radcy prawnego także dla legislatorów - to zmiany zaproponowane w projekcie ustawy deregulacyjnej, które wywołują sprzeciw adwokatów.

Adwokatom najbardziej nie podoba się propozycja skrócenia aplikacji o 1,5 roku. - Ministerstwo nie przedstawiło żadnego racjonalnego uzasadnienia tych zmian - wskazuje Andrzej Zwara, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej. Przekonuje, że efektem skrócenia okresu aplikacji do dwóch lat może być np. to, że aplikant nie zdąży wziąć udziału w całym procesie sądowym - od momentu wytoczenia powództwa do chwili uprawomocnienia się wyroku. - Biorąc pod uwagę, jak działają polskie sądy, taki scenariusz wydaje się prawdopodobny - twierdzi Zwara.

Adwokatom nie podoba się również to, że rząd chce skrócić wszystkie aplikacje wolnych zawodów, ale nie zmienia zasad przygotowywania do zawodu sędziego i prokuratora. - Niestety wygląda na to, że rząd postanowił zapewnić swojej kadrze wysokie kwalifikacje, bo przecież sędziowie i prokuratorzy pozostają w służbie państwa, natomiast obywateli chce oddać w ręce niedouczonych pseudoprawników - wskazuje Zwara.

Przypomina, że aplikacja sędziowska trwa aż pięć lat. Ma żal do rządu, że obniża znaczenie aplikacji, podczas gdy samorząd adwokacki od lat próbuje podnieść jej rangę. - Rząd wbija nam nóż w plecy. Jeżeli minister rzeczywiście chce ułatwić młodym ludziom dostęp do zawodu adwokata, to proponuję zniesienie egzaminów na aplikację, a nie skracanie czasu jej trwania - mówi Andrzej Zwara. W ministerstwie trwają już konsultacje, by skrócenie aplikacji było mniejsze: do 2,5 roku.

W projekcie ustawy deregulacyjnej znalazł się również zapis, który spowoduje, że bez odbycia aplikacji adwokatami i radcami prawnymi będą mogły zostać osoby wykonujące zawód legislatora. Do egzaminu zawodowego będą mogły podejść, jeżeli przez trzy lata wykonywały wymagające wiedzy prawniczej i legislacyjnej czynności bezpośrednio związane z tworzeniem aktów normatywnych o charakterze powszechnie obowiązującym w urzędach organów władzy publicznej. Dodatkowo takie osoby będą musiały mieć zdany egzamin prokuratorski lub sędziowski albo posiadać tytuł naukowy doktora nauk prawnych.

- Jesteśmy przeciwni otwarciu pozaaplikacyjnej ścieżki dojścia do adwokatury tej grupie zawodowej. Proces legislacyjny ma mało wspólnego ze stosowaniem prawa w praktyce, a przecież właśnie na tym polega praca adwokata - mówi Andrzej Zwara. Z tymi argumentami nie zgadza się Ewa Polkowska, szef Kancelarii Senatu RP, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Legislacji. - Nasza praca polega przede wszystkim na naprawianiu już obowiązujących przepisów. Dobry legislator musi więc mieć wiedzę nie tylko o tworzeniu prawa, ale także o jego stosowaniu w praktyce. I właśnie z tego powodu aplikacja legislacyjna zawiera i tego typu zajęcia - mówi Ewa Polkowska. Ponadto dodaje, że np. w Senacie 80 proc. osób wykonujących ten zawód i tak ma już uprawnienia radcowskie. Tak więc jej zdaniem plany rządu będą miały znaczenie przede wszystkim dla tych osób, które dopiero zaczynają pracę jako legislatorzy.

29-02-2012, „Dziennik Gazeta Prawna”, str. 11/GP, „Po wyroku Strasburga proces od nowa”, Małgorzata Kryszkiewicz

Trzy miesiące od daty otrzymania rozstrzygnięcia organu międzynarodowego będzie miała strona, aby wznowić na tej podstawie postępowanie przed polskim sądem. Takich zmian w kodeksie postępowania cywilnego chcą senatorowie. Projekt nowelizacji, autorstwa komisji ustawodawczej, został już przesłany marszałkowi izby wyższej.

Projekt ma być wykonaniem orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 2009 r. Wówczas sędziowie wskazali, że przepisy k.p.c. są niespójne w zakresie, w jakim pozwalają na wznowienie postępowania na tej podstawie, że wyrok został wydany w oparciu o akt prawny uznany później za niekonstytucyjny, niezgodny z ratyfikowaną ustawą międzynarodową lub ustawą. Niespójność polega na tym, że k.p.c. nie gwarantuje dwuinstancyjności wznowionego na tej podstawie postępowania. Artykuł 405 k.p.c. stanowi bowiem, że w sytuacji, gdy rozstrzygnięcia w sprawie wydawały sądy różnych instancji, właściwym do wznowienia jest sąd instancji wyższej. A ten nie ma obowiązku uchylenia orzeczenia i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania sądowi pierwszej instancji, gdyż nie obliguje go do tego żaden przepis.

Dlatego też senatorowie proponują wprowadzenie do k.p.c. art. 412 par. 3. Dzięki niemu w sytuacji, gdy strona zaskarży orzeczenia sądów pierwszej i drugiej instancji, właściwy do merytorycznego rozpoznania sprawy będzie sąd pierwszej instancji. Natomiast rola sądu drugiej instancji będzie się ograniczała do rozstrzygnięcia o dopuszczalności wznowienia postępowania.

Jednak wykonanie wyroku TK nie jest jedynym celem autorów noweli. - Projekt zakłada równocześnie wprowadzenie odrębnej podstawy wznowienia w tych przypadkach, w których potrzeba ponownego rozpoznania sprawy wynika z orzeczenia chociażby takiego organu jak Europejski Trybunał Praw Człowieka - wskazuje Piotr Zientarski, przewodniczący komisji ustawodawczej.

I nie chodzi tutaj tylko o wyrok wydany przez taki międzynarodowy organ, lecz także o postanowienie. Termin na wznowienie postępowania na takiej podstawie będzie wynosił trzy miesiące od dnia otrzymania przez stronę lub jej pełnomocnika orzeczenia organu. Senator Zientarski podkreśla, że przyjęcie tych rozwiązań będzie krokiem w kierunku rzeczywistej realizacji ochrony gwarantowanej przez prawo międzynarodowe, w szczególności zaś przez przepisy europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

21-02-2012, „Rzeczpospolita”, str. C3, „Badanie wniosku o uchylenie immunitetu będzie ograniczone”, a.ł.

Senatorowie proponują nowelizację ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych. Chodzi o nowe brzmienie art. 80 § 2b usp. Zmiana dotyczy ograniczenia wstępnego badania wniosku o uchylenie immunitetu sędziego wyłącznie do kwestii formalnych.

Problem ewentualnej bezzasadności takiego wniosku będzie badany przez właściwy sąd dyscyplinarny. Rozpoznaje on wniosek o zezwolenie na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej w terminie 14 dni od dnia jego wpłynięcia. Sędzia, którego dotyczy postępowanie, ma prawo wglądu do dokumentów, które zostały załączone do wniosku. Prokurator, kierując wniosek do sądu dyscyplinarnego, może jednak zastrzec, że dokumenty te lub ich część nie mogą być sędziemu udostępnione ze względu na dobro postępowania przygotowawczego.

Przygotowana nowela jest pokłosiem wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 27 października 2010 r. Wówczas to Trybunał uznał, że oczywista bezzasadność powinna być definiowana na potrzeby konkretnej sprawy. Autorzy projektu przyznają, że wejście w życie noweli może oznaczać wzrost wydatków w budżetach sądów powszechnych, Sądu Najwyższego czy Naczelnego Sądu Administracyjnego. Sądami właściwymi w sprawach o pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej są sądy apelacyjne oraz SN. Jednocześnie przepisy o uchyleniu immunitetu sędziego sądu powszechnego stosuje się odpowiednio do sędziów wojewódzkich sądów administracyjnych. Z tym że sądem dyscyplinarnym jest w tym przypadku NSA.

Ostatecznie jednak skutki finansowe projektu zależeć będą od liczby wniosków oczywiście bezzasadnych, które muszą zostać rozpoznane merytorycznie przez sądy dyscyplinarne. A z tym do tej pory bywało różnie. Ze statystyk wynika, że sądy dyscyplinarne nie są zbyt srogie dla sędziów. Tylko nieliczni żegnają się z zawodem. Najczęściej orzekanymi przez sądy dyscyplinarne karami są upomnienie i nagana. Z roku na rok staje się dłuższa lista przewinień i przestępstw zarzucanych sędziom. Już nie tylko przewinienia służbowe - długotrwałe pisanie uzasadnień czy wyznaczanie odległych terminów rozpraw - są powodem dyscyplinarek. Choć tych jest zdecydowanie najwięcej.

15-02-2012, „Gazeta Pomorska”, str. 4/Grudziądz, „Rewolucja w pomocy nie tylko dla seniorów”, JZ

Na początku 500-600 zł miesięcznie miałby wynosić bon opiekuńczy dla osób niesamodzielnych. Jednak zniknąłby zasiłek dla tych, którzy ukończyli 75 lat, wypłacany bez względu na stan zdrowia. Bon dostawałby opiekun osoby niesamodzielnej (dorosłej), a jego wartość zależeć ma od stopnia niesamodzielności. Stopień (jeden z trzech) określałby lekarz orzecznik.

Mieczysław Augustyn, senator Platformy Obywatelskiej, przedstawił założenia do ustawy o pomocy osobom niesamodzielnym. - Kiedy w 2008 r.  zaczynaliśmy pracę nad projektem, 15 proc. osób powyżej 75. roku życia było niezdolnych do samodzielnej egzystencji - mówi senator Augustyn. - Ubiegłoroczne badania PolSenior pokazały, że teraz jest to 8 proc. 75-latków i starszych. - Te sprawy pilnie muszą być uregulowane, bo w 2025 r. co trzecia osoba będzie miała ponad 60 lat - mówi Czesław Dalewski, dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Podobowicach.

Pieniądze na bon opiekuńczy miałyby pochodzić z kwoty zarezerwowanej na dodatki, zasiłki i świadczenia pielęgnacyjne. Ci, którzy już mają je przyznane - nie straciliby pieniędzy. Nowe dodatki nie byłyby jednak dostępne dla wszystkich po ukończeniu 75 lat. Przez pierwsze dwa lata bon miałyby otrzymywać tylko osoby o najwyższym stopniu niesamodzielności. Jest ich - szacuje się - 80-100 tys. W pierwszym roku miałoby to być 500-600 zł miesięcznie, w następnym - dwa razy tyle. Co dwa lata system obejmowałby kolejne osoby. - W Polsce wydajemy na opiekę długoterminową 10 mld zł rocznie. Nie chcemy tych pieniędzy zabierać tylko je dokładnie adresować - mówi senator PO.

03-02-2012, „Dziennik Gazeta Prawna”, str. 11, „Pieniądze wydane na adwokata należą się również po śmierci oskarżonego”

Senatorowie chcą, by pozywający mógł dostać zwrot kosztów za prawnika. W szczególnych sytuacjach, kiedy postępowanie zostanie umorzone, sąd będzie mógł orzec, że koszty procesu w części lub w całości pokryje Skarb Państwa lub oskarżony. Wynika to z senackiego projektu nowelizacji kodeksu postępowania karnego. - Zapis ten jest dosyć ogólny i mogą się pojawić wątpliwości dotyczące interpretacji sformułowania "szczególne sytuacje" - mówi Rafał Dębowski, adwokat, członek Naczelnej Rady Adwokackiej. Dodaje jednak, że warto wprowadzić do kodeksu postępowania karnego tego typu regulację.

Zgodnie z uzasadnieniem projektu nowelizacji taką sytuacją niewątpliwie będzie śmierć oskarżonego w czasie postępowania. Tak było w przypadku sprawy Anny K. i jej córki Katarzyny K., które występowały w charakterze pokrzywdzonych i oskarżycielek posiłkowych w postępowaniu przeciwko lekarzowi. Kobietę i córkę reprezentował adwokat. Postępowanie zostało jednak umorzone, ponieważ oskarżony zmarł. Wtedy kobiety zwróciły się do sądu o zasądzenie zwrotu kosztów wynajęcia adwokata. Ich żądanie zostało oddalone. Sąd stwierdził, że art. 632 pkt 2 kodeksu postępowania karnego wyłącza możliwość zasądzenia zwrotu kosztów w takiej sytuacji.

Na przypadek Anny K. i jej córki Katarzyny K. powołał się Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 18 października 2011 r. Orzekł wtedy, że art. 632 pkt 2 ustawy z 6 czerwca 1997 r. - Kodeks postępowania karnego jest niezgodny z art. 45 ust. 1 konstytucji i powinien zostać zmieniony. Zakwestionowane przepisy kodeksu postępowania karnego, jak argumentowali sędziowie trybunału, w przypadku śmierci oskarżonego uniemożliwiają zasądzenie na rzecz pokrzywdzonego i oskarżyciela posiłkowego należności za udział w postępowaniu adwokata lub radcy prawnego z wyboru. Trybunał Konstytucyjny przyznał, że taka regulacja narusza gwarantowane przez konstytucję prawo do sądu oraz sprawiedliwej procedury.

02-02-2012, „Dziennik Gazeta Prawna”, str. 11/Gazeta Prawna,"Zwrot kosztów dla świadków będzie zrównany”, Iwona Łoboda

Dzięki opracowanej przez senatorów nowelizacji kodeksu postępowania karnego i niektórych innych ustaw wezwanemu świadkowi, bez względu na to, czy stawi się na sprawie karnej czy cywilnej, będzie przysługiwać zwrot kosztów dojazdu z domu do sądu na tych samych zasadach. Oddana kwota będzie równa kosztom dojazdu własnym samochodem albo innym środkiem transportu. ­

- Dzięki nowelizacji znikną rozbieżności regulacyjne, z powodu których świadkowie byli traktowani niejednakowo - ­ wyjaśnia Bohdan Paszkowski, senator reprezentujący komisję pracującą nad projektem. Świadkom będzie także przysługiwać zwrot kosztów noclegu w miejscu, gdzie toczy się sprawa.

Projekt nowelizacji kodeksu postępowania karnego to wykonanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 marca 2011 r. Według orzeczenia TK, art. 4 ust. 1 dekretu z 26 października 1950 r. o należnościach świadków, biegłych i stron w postępowaniu sądowym jest niezgodny z art. 64 ust. 2 konstytucji, wedle którego prawa majątkowe podlegają równej dla wszystkich ochronie prawnej. Tymczasem obowiązujące wciąż przepisy inaczej traktują świadka w sprawie cywilnej, a inaczej wezwanego na sprawę karną. Podczas gdy ten pierwszy może liczyć jedynie na zwrot kosztu biletu za przejazd najtańszym środkiem transportu, drugi dostanie sumę, która pokryje koszty przyjazdu własnym samochodem albo motorem. Przy czym stawiennictwo obu jest obowiązkowe. Trybunał w uzasadnieniu stwierdził m.in., że funkcja świadka zarówno w postępowaniu karnym, jak i cywilnym jest tak samo ważna. 

16-01-2012, Dziennik Gazeta Prawna, str. 13/Gazeta Prawna,"Jak pisać prawo, by go nie poprawiać", Anna Krzyżanowska

Parlament poprzedniej kadencji uchwalił niemal tysiąc ustaw, a gros z nich to nowelizacje. Jednak dużo nie znaczy dobrze. Inflacja prawa się pogłębia, a ustawodawca ciągle popełnia te same błędy. ­Zdarzają się takie sytuacje, że akt prawny zawiera rozwiązania, których stosowanie w praktyce jest niemożliwe. Wówczas przygotowuje się nowelizacje, w pośpiechu i nie najlepiej. Praktyką są też częste zmiany w kodeksach, które w założeniu stanowić mają ostoję prawa. W trakcie ostatniej kadencji Sejmu kodeks karny i karny wykonawczy nowelizowane były po kilkanaście razy.

Fatalne jest nieustanne produkowanie nowelizacji do kodeksów, które powinny zmieniać się niezwykle rzadko. Takie działania powodują brak znajomości przepisów u stron ­ - podkreśla sędzia Waldemar Żurek, członek Krajowej Rady Sądownictwa. Tę opinię potwierdzają również osoby uczestniczące w tworzeniu prawa. ­ Błędem prac nad zmianami kodeksów jest to, że nie realizuje się kilku pomysłów w jednej nowelizacji. Nie powinno być tak, że każdy pomysł tworzy odrębną nowelizację ­ - mówi minister Ewa Polkowska, szef Kancelarii Senatu.

Ale normą jest i to, że uchyla się przepisy, które nie zdążyły jeszcze wejść w życie. ­ Trudno więc oczekiwać od obywateli, by znali prawo. Znane są również sytuacje, gdy do nowo uchwalonego aktu zapomina się przenieść postanowień z poprzednio obowiązującej ustawy. Zdarza się i tak, że ustawodawca w zakresie obowiązywania aktów prawnych wprost łamie normy prawa nadrzędnego ­ konstytucji. ­ Na przykład przepisy weszły w życie przed ich ogłoszeniem, co stoi w rażącej sprzeczności z normami konstytucyjnymi.

Sędzia Waldemar Żurek dodaje, że problemem są też ambicje polityków. ­ Bardzo często zmieniają się ministrowie sprawiedliwości, a każdy obejmując stanowisko, ma ambicje dokonania określonych reform, co przekłada się na dużą liczbę nowych projektów -­ wskazuje w rozmowie.

Rezygnacja z zasady dyskontynuacji -­ rozpoczynanie całych prac legislacyjnych od początku ze względu na nowy skład Sejmu nie ma uzasadnienia. Projekty aktów wykonawczych muszą powstawać na etapie tworzenia ustaw, ­ pozwoli to uniknąć sytuacji, gdy nie można zastosować danej normy ze względu na brak rozporządzeń.

Mariusz Korpalski, radca prawny w Kancelarii Komarnicka Korpalski Kancelaria Prawna sp. j., uważa, że proces legislacyjny powinien charakteryzować się nie tylko ciągłością, ale przede wszystkim fachowością. Dążenie do fachowości powinno polegać na obligatoryjnym włączeniu w proces stanowienia prawa ekspertów z ośrodków naukowych. ­ Jednocześnie należałoby położyć nacisk na precyzyjne ich oddzielenie od lobbystów, których rolą jest zapewnienie reprezentatywności różnych grup społecznych. ­

Analizy skutków proponowanych rozwiązań powinny być połączone z opinią podmiotów, na które dana regulacja oddziałuje. ­ Nie może być tak, że np. w sprawie przywilejów bankowych konsultowany jest Związek Banków Polskich, jako przedstawiciel banków, a nie jest konsultowana żadna organizacja skupiająca klientów banków, np. Krajowa Izba Gospodarcza czy Związek Rzemiosła Polskiego ­- wskazuje też Korpalski.

Ustawodawcy pracującemu nad danym aktem nie może przyświecać tylko jeden cel: chęć jak najszybszego wykazania się. ­ Krajowa Rada Sądownictwa konsultowała ostatnio akty wykonawcze, dotyczące spółki rejestrowanej przez internet, które miały wejść z początkiem stycznia. Konsultując je w połowie grudnia i składając wiele zarzutów, wiedzieliśmy, że i tak nikt ich nie uwzględni ­- mówi sędzia Żurek.

 

 

22-12-2011, „Dziennik Gazeta Prawna”, str. 4/Gazeta Prawna,„Senat przyjął ustawę ze zmianami podatkowymi”, PM

Na ostatnim w tym roku posiedzeniu Senat rozpatrzył ustawę o zmianie niektórych ustaw związanych z realizacją ustawy budżetowej. Senatorowie zaakceptowali zmiany podatkowe, jakie zaproponował Sejm.

Oznacza to, że od przyszłego roku wzrośnie akcyza na papierosy oraz zmienione zostaną zasady zaokrąglania podstawy opodatkowania i podatku od przychodów z kapitałów pieniężnych (uszczelnienie podatku Belki). Zmiana zasad zaokrąglania zacznie obowiązywać jednak po trzech miesiącach od dnia ogłoszenia ustawy.

Oprócz tego ustawa wprowadza zamrożenie wynagrodzeń w sektorze finansów publicznych. Do tej części Senat wprowadził jedną poprawkę. Senatorowie stanęli na stanowisku, że należy wyłączyć z zamrożenia wynagrodzeń środki na utworzenie nowych etatów w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, związanych z realizacją zadań rzecznika dotyczących m.in. funkcjonowania Krajowego Mechanizmu Prewencji.

05-01-2012, „Dziennik Gazeta Prawna”, str.11, „Będzie można zaskarżyć do sądu nowy podział terytorialny”,Małgorzata Kryszkiewicz

Granice gmin będą ustalane w formie decyzji, a nie rozporządzenia. Zmian w podziale terytorialnym kraju nadal będzie dokonywać Rada Ministrów. Tyle że tego typu rozstrzygnięcie nie będzie już miało formy rozporządzenia, a będzie decyzją. To ważna zmiana dla samorządów, gdyż otworzy im drogę do kwestionowania nowego podziału.

Projekt nowelizacji ustawy o samorządzie gminnym oraz o samorządzie powiatowym przedstawiła senacka komisja ustawodawcza. Jest on wykonaniem postanowień Trybunału Konstytucyjnego, który zasygnalizował potrzebę stworzenia przepisów pozwalających jednostkom samorządu terytorialnego skutecznie bronić się przed zbyt pochopnie podejmowanymi decyzjami na temat zmiany przebiegu ich granic. Obecnie takiego mechanizmu nie ma.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami ustawy o samorządach gminnym i powiatowym są dwa tryby zmiany granic tych jednostek: na wniosek zainteresowanej gminy albo w drodze rozporządzenia Rady Ministrów. Decyzje wydawane w tym drugim trybie często były podejmowane wbrew woli gmin i ich mieszkańców. Co gorsza, nie można było ich zaskarżyć, gdyż sąd administracyjny nie ma kompetencji do badania aktów normatywnych, a więc właśnie rozporządzeń, wydawanych przez naczelne organy administracji rządowej, czyli m.in. rząd.

Gminy próbowały więc innej drogi - zaskarżając rozporządzenia Rady Ministrów do TK. Tak było m.in. w 2009 r., kiedy do TK z wnioskiem wystąpiło pięć gmin. Reprezentujący wnioskodawców prof. Michał Kulesza wskazywał, że w konstytucji przewidziana jest samodzielność jednostek samorządu terytorialnego, która podlega ochronie sądowej. - Gmina, której majątek i terytorium się zmniejsza na rzecz innej jednostki samorządu, nie może odwołać się w tej sprawie do sądu. Jest to barbarzyński sposób rozwiązywania konfliktów terytorialnych. Stabilność terytorialna gmin jest niezbędnym warunkiem prawidłowego wykonywania przez nie zadań publicznych - podkreślał Kulesza. Jednak sędziowie za każdym razem, gdy rozpatrywali tego typu sprawę, stwierdzali, że trybunał nie jest właściwy do badania takich rozporządzeń, gdyż nie zawierają one generalnych i abstrakcyjnych norm prawnych. TK nie może oceniać zasadności zmian granic poszczególnych gmin. Problem gmin zostanie rozwiązany, jeżeli opisywany projekt stanie się obowiązującym prawem. Wówczas samorządy, których będzie dotyczyła zmiana granic, będą mogły zwrócić się w ciągu dwóch miesięcy od dnia doręczenia decyzji z wnioskiem o ponowne rozpatrzenie sprawy. Od decyzji będzie przysługiwała gminie skarga do sądu administracyjnego.

 

20-12-2011, „Gazeta Wyborcza (w Toruniu)”, str. 3, „Dr Całbecka z medalem”, Natalia Waloch

Hematolog Małgorzata Całbecka odznaczona medalem Senatu RP. Lekarka dostała laur za pracę na rzecz budowy banku szpiku. Jej fundacja zebrała ponad 22 tys. zł z licytacji bombek choinkowych.
 

Całbecka od lat jest ordynatorem oddziału hematologii w toruńskim Szpitalu Miejskim. Pod jej kierownictwem w 2005 r. jednostka znalazła się w rankingu tygodnika "Newsweek" na 10. miejscu wśród podobnych oddziałów. Sukces był tym większy, że toruńska hematologia jako jedyna nie była oddziałem klinicznym. Od lat Całbecka nakłania też torunian do rejestrowania się w polskim banku szpiku, organizując co roku akcję "Szpik City - Toruńska Kropla Życia". Podczas niej do auli UMK przychodzą tłumy ludzi, oddających krew, która następnie trafia do specjalistycznego laboratorium, gdzie jest badana pod kątem tzw. antygenów HLA, które decydują o tym, kto dla kogo może być dawcą. To właśnie najdroższa część działalności założonej przez dr Całbecką Fundacji na rzecz Hematologii, bo ekspertyzy są kosztowne. By zebrać na nie pieniądze, lekarka raz do roku, tuż przez Bożym Narodzeniem organizuje koncert charytatywny, w czasie którego licytowane są artystyczne, ręcznie malowane bombki.

Podczas ostatniej imprezy 18 grudnia medyczkę wywołał na scenę wicemarszałek Senatu Jan Wyrowiński, który odznaczył ją medalem Senatu RP. Z racji funkcji przysługuje mu prawo takiego nagrodzenia osób i instytucji, zasługujących na uznanie. - To było ogromne zaskoczenie, bo byłam w Dworze Artusa raczej w roli gospodyni imprezy - mówi dr Całbecka. - Byłam zaskoczona, ale oczywiście zrobiło mi się bardzo miło. Wyrowiński nie poprzestał na pokrzepieniu morale pani hematolog, ale również postanowił wesprzeć inicjatywy jej fundacji i zaoferował najwyższą podczas niedzielnej aukcji kwotę. Za 1,5 tys. zł wylicytował bombkę z jemiołuszką autorstwa Ewy Mikki.

 

16-12-2011, „Dziennik Gazeta Prawna”, str. 1/Gazeta Prawna, „Będzie mniej zatrudnionych na podstawie mianowania”, Artur Radwan

Szefowie urzędów centralnych i samorządów nie chcą mieć urzędników mianowanych, bo trudno ich zwolnić, nawet gdy źle pracują. Podobną drogą podążają uczelnie. Od 1 stycznia 2012 r. stosunek pracy dotychczasowych urzędników mianowanych w samorządach przekształci się w umowy o pracę na czas nieokreślony. Zdecydował o tym rząd w ustawie z 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych. Nowych mianowań od kilku lat nie ma już w jednostkach zatrudniających na podstawie ustawy z 16 września 1982 r. o pracownikach urzędów państwowych. Również w administracji rządowej limituje się liczbę osób, które mogą zostać urzędnikami mianowanymi. Docelowo mają stanowić 10 proc. ogółu zatrudnionych.

Eksperci nie są przekonani do tak radykalnego rozwiązania, jakim jest rezygnacja z mianowań w samorządach. Tym bardziej że urzędnicy mianowani to zazwyczaj bardzo dobrzy fachowcy. - Ich brak uniemożliwi budowanie trwałego korpusu urzędniczego na wzór służby cywilnej - mówi dr Łukasz Pisarczyk z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem, pozbycie się tej grupy pracowników może spowodować, że zatrudnienie w samorządach będzie bardziej upolitycznione. A dotąd właśnie urzędnicy mianowani gwarantowali ich niezależność. - Mianowania powinny zostać zachowane. Muszą nimi być objęci pracownicy, którzy zajmują merytoryczne stanowiska i są odpowiedzialni np. za przygotowanie decyzji administracyjnych - przekonuje dr Bolesław Ćwiertniak z Instytutu Administracji Akademii w Częstochowie. Tłumaczy, że bez ochrony, jaką zapewnia mianowanie, istnieje obawa, że takie osoby będą ulegały naciskom przełożonych.

Nie zgadza się z nim Ewa Polkowska, szefowa Kancelarii Senatu. - Taka ochrona utrudnia pracodawcy prowadzenie racjonalnej polityki kadrowej. Trudno jest zwolnić mianowanego urzędnika, który np. słabo pracuje. Wtedy urząd z taką osobą ma tylko kłopot - mówi nasza rozmówczyni. Wyjaśnia, że takich urzędników zwolnić można tylko wtedy, gdy jest reorganizacja lub gdy nabyli prawo do emerytury.

08-12-2011, „Nasz Dziennik”, str. 4, „Nadchodzą trudne czasy dla Polonii”, Jacek Dytkowski

Potrzeby Polaków za granicą są coraz większe, a wydatki Senatu na te cele utrzymują się na stałym poziomie 75 mln zł. Tymczasem wnioski o dotacje na zadania programowe i inwestycyjne składane przez organizacje pozarządowe na 2012 r. już przekroczyły 130 mln zł. Pesymistyczne informacje co do możliwości wspierania naszych rodaków mieszkających na obczyźnie przekazał senatorom Artur Kozłowski, szef Biura Polonijnego Kancelarii Senatu. Romuald Łanczkowski, wicedyrektor tego biura, zaznaczył na posiedzeniu senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą, że to właśnie izba wyższa jest największym dysponentem środków na pomoc dla rodaków mieszkających poza granicami kraju. Wskazał, że organizacje samorządowe składają w tym celu wnioski o dotacje. Następnie Biuro Polonijne ocenia je pod względem merytorycznym, finansowym i formalnym, a ostateczną decyzję o przyznaniu wsparcia podejmuje Prezydium Senatu. Łanczkowski tłumaczył, że na lata 2008-2011 poziom środków zarezerwowanych na pomoc Polonii niezmiennie każdego roku wynosił około 75 mln zł, "natomiast potrzeby wyraźnie rosną".

Potwierdził to dyrektor Kozłowski, który wskazał na szczególne zjawisko masowego składania wniosków na przyszły rok. - Jeśli chodzi o 2012 r., to z pewnym zaniepokojeniem obserwujemy dosyć lawinowy wzrost wniosków - powiedział i zaprezentował dane liczbowe. - Dla porównania, 13 grudnia 2010 r. na zadania programowe wpłynęło do Kancelarii Senatu 456 wniosków na kwotę 144 mln zł. W tym roku 6 grudnia wpłynęło już 558 wniosków na kwotę 154 mln zł, czyli jest to już 248 proc. z tego, co mamy do dyspozycji. I chcę państwu powiedzieć, że te wnioski w dalszym ciągu napływają - oświadczył. Dodał, że jego biuro każdego dnia przyjmuje korespondencyjnie kilkadziesiąt nowych pism o dotację. Kozłowski zwrócił uwagę na pewną prawidłowość, polegającą na tym, że poszczególne organizacje zaczynają składać wiele wniosków. - Tegoroczny rekordzista na razie złożył ich aż 52. A wiec nie tylko rośnie liczba podmiotów, które chcą współpracować z Senatem, ale także wzrasta liczba wniosków na zadania programowe składanych przez jeden podmiot - tłumaczył. Tylko Stowarzyszenie "Wspólnota Polska" złożyło pisma o dotację na kwotę 48 mln zł, a Fundacja Pomoc Polakom na 53 mln złotych. - Więc tylko te dwie instytucje skierowały wnioski na ponad 100 mln zł, podczas gdy na zadania programowe mamy 63 mln zł - zaznaczył Kozłowski.

W przypadku zadań o charakterze inwestycyjnym również nie powiało optymizmem. Wpłynęły wnioski na kwotę 30 mln zł. - Z czego przypominam, że mamy do dyspozycji kwotę 13 mln zł.- powiedział dyrektor. Wnioski złożyło 12 podmiotów, na czele oczywiście Stowarzyszenie "Wspólnota Polska". Dotyczy to inwestycji na Litwie, Ukrainie, Łotwie, w Stanach Zjednoczonych, Hiszpanii, Rosji, Rumunii, Czechach, Mołdawii, na Haiti i Węgrzech.

realizacja: Ideo powered by: CMS Edito