Główną barierą ograniczającą dzietność w Polsce jest brak kompleksowych rozwiązań dotyczących polityki rodzinnej, a także niestabilność regulacji prawnych i ich mała elastyczność - mówiono podczas konferencji "Bariery ograniczające dzietność w Polsce" zorganizowanej w Senacie przez Komisję Rodziny i Polityki Społecznej we współpracy ze Związkiem Dużych Rodzin "Trzy Plus" oraz Fundacją Energia dla Europy i Obserwatorium Rodzinne.pl. Wskazywano także na bariery występujące w mentalności Polaków i na przeszkody o charakterze politycznym.
Jak podkreślił przewodniczący senackiej komisji rodziny senator Mieczysław Augustyn, politykę rodzinną należy traktować nie tylko jako wydatki, ale przede wszystkim jako źródło korzyści dla państwa. Dlatego należy się zastanowić, jakich instrumentów użyć, by uzyskać poprawę sytuacji demograficznej w Polsce. W opinii senatora, polityka rodzinna często jest wykorzystywana jako argument w sporach politycznych czy ideologicznych. Brak jest natomiast głębszych przemyśleń i spokojnej refleksji na ten temat. Jak podkreślił, kreowanie polityki rodzinnej to zbyt ważne zadanie, by pozostawić je tylko politykom. "Wielu robi wiele dla rodzin, ale nikt tych działań nie koordynuje. Potrzebna jest zgoda i impuls do wspólnego działania, by odwrócić niekorzystne trendy demograficzne" - stwierdził senator Mieczysław Augustyn.
Mówiąc o barierach politycznych w tworzeniu polityki rodzinnej, senator Mieczysław Augustyn zwrócił uwagę, że "inwestycja w dzieci procentuje po wielu kadencjach, nie daje więc szybkiego profitu politycznego, a przysparza kłopotów, bo wymaga alokacji środków, podejmowania trudnych decyzji". Jak dodał, obecnie podejmowane są ważne działania na rzecz rodzin, ponieważ nastąpiła pewna stabilizacja władzy.
Zdaniem prezes Związku Dużych Rodzin "Trzy Plus" Joanny Krupskiej, Polski nie stać na nieprowadzenie polityki rodzinnej, bo od tego zależy przyszłość naszego kraju. W ocenie prezesa Fundacji Energia dla Europy Grzegorza Kądzielawskiego, najważniejsze jest prowadzenie nowoczesnej polityki na rzecz rodziny, skierowanej do wszystkich obywateli.
Obecny na konferencji metropolita warszawski kardynał Kazimierz Nycz zwrócił uwagę na bariery występujące w mentalności Polaków. "Tą barierą, o której chcę powiedzieć, jest bariera w nas samych, w naszej mentalności, to kwestia naszej hierarchii wartości. Jeśli chodzi o podejście do dzietności, to najważniejsza jest kwestia świadomości ludzkiej" - mówił. W opinii metropolity, zachwiana hierarchia wartości powoduje, że wraz z bogaceniem się społeczeństwa dziecko staje się zbędnym dodatkiem. Kardynał nawiązał także do dyskusji na synodzie biskupim w Rzymie. Jak mówił, przez pierwsze dni synodu kwestie rodziny i dzietności pojawiały się w wielu wypowiedziach biskupów europejskich i amerykańskich, aż w końcu zaprotestowali biskupi azjatyccy, mówiąc, że to nie ich zmartwienie, ale problem cywilizacyjny, który Europejczycy i Amerykanie sami sobie zafundowali. W Azji małżeństwo, rodzina i dzieci są przedmiotem kultu, niezależnie od tego, jak są postrzegane w poszczególnych religiach azjatyckich. Dlatego mieszkańcy tego kontynentu stanowią 60% ludności świata, a Europejczycy tylko 7%. Przypomniał, że już w 1991 r. Jan Paweł II ostrzegał, by w czasie wolności i dobrobytu dziecko nie stało się zbędnym i kosztownym dodatkiem do życia rodzinnego.
Minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że kryzys demograficzny w Polsce nie jest kwestią ostatnich lat - od lat dziewięćdziesiątych wskaźniki dzietności systematycznie spadały, dopiero teraz jednak osiągnęły poziom wymagający zdecydowanych działań. "I my te działania podejmujemy" - podkreślił. Minister zaznaczył, że muszą być one osadzone w realiach, tzn. musimy być w stanie je zrealizować. Zachęcał, by pracować nad nimi wspólnie, ponad podziałami, tym bardziej, że - jak podkreślił - sytuacji demograficznej nie da się zmienić w ciągu jednej kadencji.
Podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Irena Wójcicka zwróciła uwagę na niestabilność rozwiązań prawnych dotyczących rodziny. Jej zdaniem, konieczne jest stworzenie kompleksowego, elastycznego systemu wspierania rodzin, tak by to same rodziny wybierały np., który z rodziców korzysta z urlopu wychowawczego. Jej zdaniem, rodzina jest bardzo ważna dla Polaków i wiele osób chciałoby mieć więcej dzieci niż ma, chęci często jednak rozmijają się z możliwościami. "Tu może wkraczać polityka rodzinna państwa" - dodała. Zaznaczyła, że państwo nie może i nie powinno ingerować w sferę najbardziej intymną, do której należą decyzje o posiadaniu dzieci, dlatego nie można odpowiedzialności za dzietność spychać na państwo. Polityka rodzinna powinna jednak umożliwiać obywatelom realizację ich rodzicielskich aspiracji.
Poseł do parlamentu Europejskiego Paweł Kowal podkreślił, że obecnie jest sprzyjający klimat do stworzenia kompleksowej polityki rodzinnej, ponieważ wszystkie środowiska polityczne uznały ją za priorytet. Zdaniem europosła, przyszedł czas na wybór modelu tej polityki.
W trakcie dyskusji wskazywano także na potrzebę wyraźnego oddzielenia polityki rodzinnej od polityki socjalnej, na konieczność łączenia wysiłków wszystkich środowisk na rzecz budowania polityki rodzinnej. Mówiono m.in. o potrzebie rozwoju budownictwa czynszowego, a także o potrzebie gruntownej zmiany systemu świadczeń rodzinnych i polityki podatkowej tak, by upodmiotowić materialnie rodzinę.
Do pesymistycznych wizji demograficznych przedstawionych przez Organizację Narodów Zjednoczonych nawiązał prof. Krzysztof Rybiński, ekonomista z uczelni Vistula. Jak mówił, nawet jeśli sytuacja w zakresie dzietności w Polsce poprawi się, to liczba ludności i tak będzie spadać, by w 2060 r. osiągnąć 33 mln. Według niego, liczba ludności w Polsce spada, ponieważ społeczeństwo się starzeje, rośnie więc liczba zgonów. Maleje liczba urodzin, ponieważ następuje regres finansów państwa, a polityka prorodzinna jest droga. Trudno także przewidzieć, jak będzie się kształtował proces migracji. Według prof. Krzysztofa Rybińskiego, działania, które mogłyby zwiększyć dzietność, są kosztowne, wymagają odważnych i zdecydowanych posunięć, na które nikt nie potrafi się zdobyć. "Jedne wydatki trzeba znacząco zwiększyć, a inne drastycznie ograniczyć, uderzając w grupy najbardziej uprzywilejowane" - mówił, przyznając jednak, że byłyby to posunięcia niepopularne, które przyniosłyby efekty w perspektywie 30-40 lat, a nie kolejnej kadencji, dlatego politycy wolą ich nie podejmować. Jego zdaniem, propozycje rządu dotyczące polityki rodzinnej (m.in. wydłużenie urlopów rodzicielskich, zwiększenie nakładów na żłobki i przedszkola) idą w dobrym kierunku, ale są zaledwie kroplą w morzu potrzeb. Według prof. Krzysztofa Rybińskiego, barierami zniechęcającymi do posiadania dzieci są niska jakość infrastruktury opiekuńczej, zmiany w mentalności, inna kultura pracy oraz kwestie finansowe - dziecko obniża standard życia. Żeby to zmienić, potrzebne są znaczące dopłaty do każdego dziecka lub preferencje podatkowe, a są to rozwiązania kosztowne dla budżetu.
W opinii dr Łukasza Hardta z Uniwersytetu Warszawskiego, Polacy chcą mieć dzieci i dlatego polityka prorodzinna może mieć pozytywny dobry wpływ na dzietność. Niestety, obecna polityka państwa w tym względzie dyskryminuje rodzinę. Wskazał np. na rozporządzenia, które faworyzują osoby samotnie wychowujące dzieci mimo, że są one często w lepszej sytuacji niż rodziny. Jak przekonywał, jeśli opłaca się rozwieść, to ludzie się rozwodzą. I taki jest m.in. efekt nieprzemyślanych rozporządzeń, a regulacje prawne mają wpływ na zawieranie i rozwiązywanie małżeństw, dlatego apelował, by nie dyskryminować rodziny. Wskazał także na mankamenty systemu oceny skutków rozporządzeń. "Nawet te, które bezpośrednio dotyczą rodziny czy dzieci, nie są oceniane pod kątem wpływu na te rodziny i dzieci" - powiedział. W jego ocenie, absurdem jest, że skutki regulacji ocenia resort, który sam je tworzy.
Dr Agnieszka Tombińska postulowała, by dzieci traktować jako "koło zamachowe" gospodarki. Dzięki nim powstają miejsca pracy, a przez całe życie składają się na dobrobyt państwa. Najpierw robią to rodzice, którzy, kupując na potrzeby dzieci, płacą podatek VAT, a potem już jako dorośli i podatnicy PIT. Zdaniem dr Agnieszki Tombińskiej, rodziny nie mają należnego im w stosunku do ponoszonych nakładów wpływu na wydawanie pieniędzy państwowych. Jak mówiła, konieczna jest równość polityczna dla rodzin. Przypomniała m.in., że dostęp do świadczeń macierzyńskich związany jest ze stosunkiem pracy. "A więc prawa zmieniły się w przywileje" - stwierdziła. W jej opinii, te świadczenia powinny być należne z tytułu urodzenia dziecka, a nie wynikać ze stosunku pracy. Wskazywała na konieczność zapewnienia kobietom równego dostępu do pracy, ponieważ kobiety w ciąży mogą tylko marzyć o znalezieniu zatrudnienia. Podkreśliła, że należy wyrównać szanse rodziców na rynku pracy tak, by nie czuli się obywatelami drugiej kategorii, bo każde urodzone dziecko obniża ich status materialny. Jej zdaniem, należy zastanowić się, jak zmienić cały system finansów państwa, by wszyscy ponosili równe obciążenia.
Dr Agnieszka Chłoń-Domińczak ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie uważa natomiast, że państwo może pomóc rodzinie poprzez opłacanie składek na ubezpieczenia społeczne rodzicom, którzy zrezygnowali z pracy, by wychowywać dzieci. Jak przekonywała, takie rozwiązanie jest dla państwa najmniej kosztowne, bo ono i tak bardzo dużo pieniędzy dokłada do ubezpieczeń społecznych w postaci dotacji uzupełniającej. Wystarczy te pieniądze zamienić na dotację celową - mówiła.